Warto zobaczyć? Birmingham śladami Black Sabbath

Zespół Black Sabbath powstał w Birmingham. Tu zagrał swój pierwszy koncert - a także ostatni, pożegnalny Back to the Beginning. Kilka tygodni po koncercie zmarł Ozzy Osbourne. Od tego czasu w mieście przybyło miejsc związanych z pionierami heavy metalu, a i wcześniej było ich kilka.

Przystawka

Ozzy the Bull, New Street Station

Byk jest symbolem Birmingham - w średniowieczu miasto było znane z handlu bykami, a także z urządzania walk. Stąd setki rzeźb rozsianych po całym centrum, mniej więcej jak z krasnoludkami we Wrocławiu. Największa figura, wysoka na 10 metrów, znajduje się na New Street Station, najważniejszym dworcu kolejowym miasta. Wygląda steampunkowo, by upamiętnić przemysłową przeszłość Birmingham, do tego od czasu do czasu kręci głową, przewraca oczami i ryczy. Byk powstał na otwarcie zawodów sportowych Commonwealth Games w 2022 roku. Mieszkańcy miasta głosowali nad imieniem i zwyciężyła propozycja Ozzy. Nie ma może zbyt wiele wspólnego (poza tym, że jest całkiem dosłownie heavy metalowy), ale można rzucić okiem. Zwłaszcza, że jeśli przyjedziemy do miasta pociągiem, będzie po drodze, a nawet jeśli nie, to tuż obok pozostałych punktów.


Ozzy z klocków Lego, Selfridges

Ozzymania nie ominęła nawet świątyni konsumpcjonizmu. Selfridges to centrum handlowe znane ze sklepów luksusowych marek. Pomiędzy torebkami i płaszczami za parę tysięcy funtów kręci się garstka ludzi w jeansach i czarnych t-shirtach szukających stoiska Black Sabbath. Już go nie ma (albo jest tak małe, że nie znalazłem), zapewne miało za niskie ceny. Ale pozostała ściana z monitorów wyświetlająca stary koncert Black Sabbath i naturalnej wielkości figura Ozzy'ego z klocków Lego.



Danie główne

Pub The Crown 

W którym Black Sabbath grali pierwsze koncerty. W ogóle całe Birmingham, a ten pub w szczególności, są zasłużone dla szeroko pojętego rocka - grali tu między innymi The Who, Thin Lizzy, Supertramp, Duran Duran i UB40. Pub został już dawno zamknięty, ale budynek jest w rejestrze zabytków i zachował dawny kształt. Tyle że teraz wiszą na nim olbrzymie zdjęcia muzyków Black Sabbath z początków działalności.


Mural Black Sabbath

W sąsiedztwie dworca New Street, na Hill Street, znajdziemy długi na kilkadziesiąt metrów mural. Powstał z okazji pożegnalnego koncertu Black Sabbath. Muzycy dodali swoje autografy. 

Zresztą, Birmingham lubi sztukę uliczną i w okolicy jest jeszcze kilka innych murali.


Wystawa Black Sabbath na Victoria Square

Nic szczególnego, na wystawie są okładki płyt i kilka zdjęć. Ale kolejny miły gest ze strony miasta, że na najbardziej prestiżowym placu, pośród kolumnad i pomników. I tak jest po drodze do następnego celu.


Wystawa "Working Class Hero" 

W Birmingham Museum & Arts Gallery. Miała być do końca sierpnia, ze względu na duże zainteresowanie została przedłużona do stycznia 2026. Niewykluczone, że znowu zostanie przedłużona. Dotyczy przede wszystkim solowej kariery Ozzy'ego. Przede wszystkim są tam nagrody - dziesiątki złotych i platynowych płyt, statuetki Grammy, MTV Awards i wiele innych. Niektóre o nietypowym kształcie. Do tego trochę zdjęć i okładki płyt.

Zwyczajowo, w brytyjskich muzeach publicznych stałe wystawy są darmowe, natomiast czasowe - płatne. Tutaj zrobiono wyjątek i "Working Class Hero" obejrzymy gratis. Reszta muzeum to typowa mieszanka: trochę sztuki, coś o przemysłowej historii miasta i parę obiektów kompletnie bez związku. Skoro już jesteśmy, to można obejrzeć, zwłaszcza, że sam budynek jest ciekawy. Rzeźba Lucyfera wbrew pozorom nie ma nic wspólnego z heavy metalem, jest inspirowana "Rajem utraconym" Miltona i stoi tu od 1945 roku.


Most Black Sabbath

Symboliczny grób Ozzy'ego - prawdziwy jest na terenie prywatnym. Fani zostawiają tu kwiaty (i puszki piwa), zapalają znicze.




Kolejność


Wszystkie te miejsca są na małym obszarze. Pub i mural są położone tuż obok dworca kolejowego, muzeum jest odległe o jakieś 5 minut pieszo, most to kolejne 10 minut. My zwiedzaliśmy w takiej kolejności: Selfridges (tu zostawiliśmy samochód), Ozzy the Bull na stacji kolejowej, wyjście na drugą stronę stacji w stronę The Crown, potem mural, Victoria Square i muzeum, most. 

 



Reszta Birmingham

Skoro już jesteśmy w Birmingham, to warto się trochę rozejrzeć. Do czasów rewolucji przemysłowej to było nieduże miasto, dlatego nie znajdziemy wielu budynków starszych niż XVII-wieczne. Jeśli coś na pierwszy rzut oka wygląda jak średniowieczne, po bliższym sprawdzeniu okaże się wiktoriańskim neogotykiem. Jeszcze więcej jest klasycyzmu, z kolumnami i kopułami, głównie w okolicach Victoria Square, które i tak mijamy.



Jako miasto przemysłowe, Birmingham było celem bombardowań podczas II Wojny Światowej. Podobnie jak w pobliskim Coventry, po wojnie nie rekonstruowano zniszczonych budynków, tylko zbudowano nowe, modernistyczne (w Coventry kontrast jest jeszcze wyraźniejszy, bo centrum było prawie w 100% średniowieczne). Część, to budynki z lat 50 i 60, które nie starzeją się najlepiej. Jeśli ktoś chciałby je opisać miłym słowem, to można powiedzieć, że wyglądają ciekawie, bo ładnymi bym ich nie nazwał.


Birmingham, podobnie jak inne przemysłowe miasta Anglii, miało po wojnie 30 lat tłustych, nawet blisko centrum widać industrialną przeszłość. Upadek przemysłu pod koniec lat 70 oznaczał gwałtowny wzrost bezrobocia, a więc też przestępczość, spadek wpływów do miejskiej kasy itp. Birmingham udało się jednak wyjść z dołka i stworzyć nowe miejsca pracy w usługach finansowych, handlu, rozrywce, edukacji, badaniach naukowych. Nadal ma też trochę przemysłu, głównie specjalistycznego, który przetrwał dezindustrializację zachodniej Europy (np. produkcja biżuterii, broni, urządzeń przemysłowych). To nie znaczy, że obyło się bez problemów, wskaźniki jakości życia nadal nie należą tu do najwyższych. Ale sądząc po ilości budynków z ostatnich lat, zarówno publicznych (np. biblioteka) jak i prywatnych (biurowce, galerie handlowe z kosmicznie wyglądającą Selfridges na czele), miasto żyje i przekształca się, próbując dopasować do nowych czasów.

Selfridges




Warto zobaczyć? 

Specjalnie z innego kraju bym nie jechał. Pamiątek po Black Sabbath nie jest tak wiele, miasto nie należy do najciekawszych. Ale mieszkam blisko, więc czemu nie. Podobnie jeśli ktoś robi objazdową wycieczkę po Wielkiej Brytanii, albo np. przyjeżdża do Londynu i chce na parę godzin wyskoczyć (pociąg jest szybki, poniżej półtorej godziny, tylko lepiej kupić bilet z dużym wyprzedzeniem, albo można być niemile zaskoczonym ceną). Birmingham nadal jest stolicą rocka, więc może się uda połączyć z koncertem?






Komentarze