Posty

Wrzesień miesiącem kupowania narzędzi

Obraz
Od kilku miesięcy trwa u nas w domu pełzający remont, w tym również renowacja mebli. A od kilku tygodni mamy zupełnie nową studnię bez dna - kupiliśmy budynek, w którym żona uruchomi gabinet weterynaryjny. A więc drugi remont, tym razem z pracami nieco większego kalibru. I z założenia szybszy, bo w domu możemy sobie dłubać po kawałku, w miarę wolnego czasu i chęci, a a gabinet musi wkrótce ruszyć. Z tej okazji rozrósł się nieco park maszynowy. Appetite for destruction Oczywiście, niektóre prace wolimy zlecić specjalistom, są jednak i takie, które chcemy zrobić sami, for fun and profit. No, prawie sami, z pomocą kolegi bardziej doświadczonego w pracach budowlanych. Ostatecznie, co może być skomplikowanego w wyburzeniu ściany z pustaków? Rzut oka do domowej narzędziowni. Mam przecinak i młotek, ale to raczej do skuwania  kafelków i podobnych prac kosmetycznych. Mam młotowierkarkę, nawet dość sporą. Wierci w betonie jakby to było drewno, bruzdę w ścianie da się tym wykuć, ale wyburzania m

Fotograficzne podsumowanie wiosny

Obraz
Picture a Week 2020 Udało się zrobić zdjęcie w każdym tygodniu, zwykle nawet miałem z czego wybierać. Gorzej z założeniem, by eksperymentować z różnymi technikami i motywami. Ogromna większość to zdjęcia ptaków i owadów. Winię za to lockdown. Nie chodzi o to, że w domu nie da się zrobić ciekawych zdjęć, mnóstwo ludzi to udowodniło na kwarantannie. Bardziej o to, że zamknięcie w domu oznaczało mnóstwo wolnego czasu tylko dla bezdzietnych. Nie dla rodziców, nagle zmuszonych organizować zabawę i naukę przez cały dzień, jednocześnie pracując zawodowo, gotując i sprzątając. Kwiecień był czasem najostrzejszych ograniczeń w przemieszczaniu. Dlatego z pięciu kwietniowych zdjęć, cztery to owady z ogrodu, a jedno powstało w domu. Był to "naukowy" eksperyment mojej córki: woda zabarwiona sokiem i olej. Do szklanki wrzucamy tabletkę musującą. Tabletka opada poprzez olej, dopiero w wodzie zaczyna się rozpuszczać. Bąbelki w oleju są bardziej efektowne niż w wodzie i poruszają się wolno. W

Warto zobaczyć: wyspa Wolin

Obraz
Postanowiliśmy zrobić sobie tydzień wakacji. Uznaliśmy, że teraz albo nigdy (to znaczy: dopiero po opanowaniu pandemii). Obawiamy się, że obecne poluzowanie ograniczeń przyniesie wzrost zarażeń i latem już się nie da nigdzie pojechać. Obyśmy się mylili. W połowie maja ryzyko, że się zarazimy, było bardzo małe - izolowaliśmy się podobnie, jak na co dzień.  Ryzyko, że my zawieźliśmy zarazę na Wolin jest praktycznie zerowe, bo od dwóch miesięcy żyliśmy prawie jak na kwarantannie. Praca zdalna, wszystkie zakupy online, jedyna wyjścia z domu to spacery na odludziu. Urlop z dzieckiem podczas pandemicznych ograniczeń był mocno nietypowy. Wszystkie standardowe atrakcje - muzea, lunaparki, latarnie morskie, place zabaw - były zamknięte (a gdyby nawet trafiło się coś czynnego, to wolimy unikać). Restauracje i kawiarnie również. Wynajęliśmy więc domek, by żyć z dala od innych i mieć własną kuchnię (z ekspresem do kawy!). Zapakowaliśmy maseczki, płyny do dezynfekcji i w drogę. Wolin zobaczyliśmy t

Fotograficzne podsumowanie zimy

Obraz
Picture a Week 2020 Plan, by raz w tygodniu publikować jedno zdjęcie, wykonałem. Co prawda bywały takie tygodnie, gdy musiałem na siłę wybierać coś spośród zdjęć, których normalnie wolałbym nikomu nie pokazywać. Ale bywały i takie, z których byłem relatywnie zadowolony. Rozrzut tematyczny zgodny z planem.  Zrobiłem zdjęcia czarno-białe, jak i takie, w których kolor grał główną rolę. Są pejzaże górskie i miejskie, ptak w locie, ładne chmury. W styczniu dwa razy udało mi się przejść po wrocławskim rynku. Raz eksperymentowałem ze zdjęciami astronomicznymi - nie wyszło, wrzuciłem księżycowy las jako mniejsze zło. Wreszcie, raz pstryknąłem zdjęcie telefonem w drodze do pracy, stojąc na czerwonym świetle. Technicznie jest słabe, ale szkoda mi było zmarnować takie ładne światło. Luty zaczął się od huraganu, a potem napięcie rosło. Po raz pierwszy od kilku lat wyjechałem na ferie zimowe. Trochę z przypadku padło na zachodni kraniec Austrii. Wyjazd był bardzo rodzinny, tzn. czworo d

Huragan fotogeniczny

Obraz
Huragan dwojga imion Ciara lub Sabina nie spowodował w mojej okolicy wielkich zniszczeń. Skończyło się na porozrzucanych śmieciach i kilku minutach bez prądu, nawet połamanych gałęzi nie widać. Nie wszystkie rejony miały tyle szczęścia. U nas przeważyły skutki pozytywne - wiatr wywiał zanieczyszczenia i po raz pierwszy od kilku miesięcy mamy na wsi powietrze bez smogu. Można więc było bezpiecznie (byle nie stawać pod drzewem) wyjść na zewnątrz i fotografować chmury. Efekty wyszły różnie. Nie zawsze miałem przy sobie aparat, za to zawsze brakowało mi czasu. Fotografowałem idąc ulicą, zatrzymując się na chwilę przy drodze albo wychodząc na minutę na balkon. Zdjęcia chmur dostarczyły mi za to okazji do wypróbowania paru nowych technik. Chmury, przez które prześwieca Słońce, mają za dużą rozpiętość tonalną dla matrycy aparatu. Najjaśniejsze partie wychodzą prześwietlone. Ustaliłem, że najlepszy efekt daje niedoświetlenie o 1EV. Dla pewności przez chwilę miałem jeszcze włączony

Picture a Week - zaczynam

Obraz
Wiele lat temu zetknąłem się z ideą Picture A Day. Amatorzy fotografii podejmowali wyzwanie, by przez rok codziennie robić i publikować jedno zdjęcie. Oglądając galerie nietrudno zauważyć, że dzięki temu się rozwijali. Codzienne świadome fotografowanie prowadzi do lepszego poznania kompozycji, techniki, dostrzegania ciekawego światła. Zachęca do dokształcania się i eksperymentowania. Mimo tego nie zdecydowałem się na taki projekt, bo wiedziałem, że po prostu nie będę miał na to czasu. Ani wtedy, ani tym bardziej teraz. Nie chodzi przecież o to, by pstryknąć z cokolwiek i wrzucić do sieci prosto z telefonu. Trzeba choć minimalnie przemyśleć ujęcie, wybrać najlepsze ustawienia, prawdopodobnie zrobić kilka wersji. Jeśli wybrany temat to przyroda czy street photo, zwykle trzeba gdzieś pojechać, a potem godzinami chodzić z aparatem gotowym do strzału czekając na właściwe ujęcie. Zdjęcia w domu to z kolei ustawianie świateł i tła. Może w takim razie Picture A Week? Chyba uda mi się zrobi

100 gatunków w 2019 roku

Obraz
Wszystko zaczęło się na Facebooku. Justyna Kierat - biolożka, rysowniczka i autorka książek o dzikich pszczołach - założyła grupę "100 gatunków w 2019 roku". Reguły zabawy są proste: zaobserwować w swoim mieście lub okolicy sto gatunków. Wielu uczestników utrudnia sobie zadanie dodatkowymi ograniczeniami. Ja również - interesują mnie tylko zwierzęta i tylko gdy uda mi się sfotografować. Dość swobodnie natomiast podszedłem do zasady "w swojej okolicy". Uznałem, że zarówno okolice pracy (Wrocław) jak i domu (podwrocławska wieś) się liczą. Prawdę mówiąc, wszystkie gatunki z Wrocławia widziałem również poza miastem (odwrotnie niekoniecznie), więc jest to głównie ułatwienie organizacyjne: czasem brakowało czasu na wycieczkę przyrodniczą, ale dało się znaleźć godzinę na spacer po parku. Uzbierałem więc moje 100 gatunków. Głównie ptaki (41) i owady (37). Oczywiście nie mam zamiaru przerwać, bo nie chodzi tylko o pogoń za numerkami. Celem wyzwania było przede wszystki