Dekonstruktywizm w architekturze skandynawskiej
Safety first
Prawdziwy fachowiec (w Polsce, bo w UK i Szwecji jest inaczej) obywa się bez ochraniaczy słuchu i maski przeciwpyłowej, by pokazać wszystkim jaki jest twardy. Ja jestem nieprawdziwym fachowcem. Nerwów słuchowych nie obchodzi moje nastawienie, niszczą się tak samo, więc do wszystkich poważniejszych elektronarzędzi używałem ochraniaczy. Nowością są słuchawki Bluetooth z aktywnym tłumieniem. Nie przemysłowe, zupełnie zwyczajne, kupione ze 2 lata temu z myślą o podróżach samolotem i wizytach w serwerowni. Okazuje się, że te mniej hałaśliwe narzędzia też świetnie tłumią, a przy tym da się słuchać podcastu.
Nowe zastosowanie znalazł oczyszczacz powietrza. Przywieziony z Polski, gdzie miał oczywiste zastosowanie: wyłapywanie pyłu pochodzącego z pieców węglowych. Tutaj tego nie potrzeba, okoliczne domy mają pompy ciepła, ogrzewanie geotermalne albo rekuperator z ogrzewaniem elektrycznym. Kto remontował cokolwiek ten wie, że przy wielu pracach powietrze jest gęste od pyłu, a każdy posiłek jest od razu posypany gipsem. Nie warto wdychać takich rzeczy. Pomaga odkurzacz warsztatowy, maska, ale wyłapywanie z powietrza też chroni, zwłaszcza resztę domu.Przy niektórych pracach, po uruchomieniu oczyszczacza wskaźnik PM2.5 szybko osiąga 600 i przestaje rosnąć (więc pewnie jest więcej, tylko nie potrafi zmierzyć), by po kilkunastu minutach wrócić do normy (poniżej 20).
Łom
Mówiłem, że jestem z Łodzi, nie złodzij. Do tej pory nie miałem łomu. Teraz pożyczyłem i bardzo się przydał. Mógłby tylko być większy. Pomocniczo mam też szczypce do rur, młotek typu "we don't need no education" oraz ulubiony śrubokręt zrobiony z jednego kawałka metalu, czyli przystosowany do pracy w roli małego przecinaka.
Klucz udarowy
Drugie po łomie nowe narzędzie w zestawieniu. Powinno służyć głównie do odkręcania i przykręcania dużych śrub, np. od kół samochodowych. Właściwie go nie potrzebuję, bo robię to na tyle rzadko, że równie dobrze mogę ręcznie. Ale miałem jakiś kupon w aplikacji Lidla, mogłem kupić zestaw za niewiele więcej niż koszt ładowarki i akumulatora, a i tak chciałem wejść w ten system. No i: to fajne uczucie mieć taką moc w rękach. Po dołożeniu adaptera z 1/2" kwadratu (klucze nasadkowe) na 1/4" sześciokąt (typowe końcówki do wkrętarki) zyskał jeszcze jedno zastosowanie: jeżeli mamy wkręt, który uparcie nie chce się wykręcić, można jeszcze spróbować negocjacji. Wbrew pozorom, większe szanse na wykręcenie bez wyrobienia łba, niż przy użyciu wkrętarki. A jak się nie uda, patrz następne punkty.
Piła szablasta
Jak to w domu do remontu: mamy jakieś stare szafy, zabudowę łazienkową itp. Idealnie, jeśli można to rozkręcić, ale czasem nie widać wkrętów - może są ukryte, a może połączenie jest klejone. Jeśli da się wsunąć łom, to już połowa sukcesu, ale czasem krawędzie zbiegają się równo, nie ma jak tego napocząć. Z piłą szablastą można od dowolnej krawędzi. Problem numer dwa to urwane wkręty, albo wkręty z wyrobionymi łbami. Jest na nie kilka sposobów, ale jeżeli estetyka nie jest ważna, to ten jest najszybszy.
Próbowałem brzeszczotów typu "drewno z gwoździami", ale tępiły się błyskawicznie. Ostatecznie kupiłem porządny brzeszczot do metalu. Płytę meblową też tnie, tyle że wolniej. Ale nie potrzebuję długich ani równych cięć.
Szpachla zmotoryzowana
To mniejsze na zdjęciu to narzędzie bez dobrej nazwy. W Polsce mówią na to szlifierka wielofunkcyjna, ale to więcej niż szlifierka. Po angielsku to zwykle oscillating multitool, ale myli się z tym drugim multitoolem, czyli przerośniętym scyzorykiem (też mam, ale na łódkę czy rower, nie na plac budowy). W każdym razie, może być małą szlifierką oscylacyjną, wibrującą piłą (tnie wolniej niż inne rodzaje, ale za to dostanie się w miejsca, gdzie nie sięgną inne narzędzia) albo skrobakiem. Zaopatrzyłem się w kilka tanich, kiepskiej jakości brzeszczotów oraz jeden porządny do cięcia metalu, kosztujący więcej niż pozostałe razem wzięte. Przydaje się do wkrętów czy gwoździ, których nie mogę dosięgnąć piłą szablastą. Protip: nie trzeba kupować końcówek-skrobaków. Piła też jest skrobakiem, również zużyta piła.Uważni czytelnicy mogli zauważyć nietypowy żółty kolor. Większość moich narzędzi to Parkside lub niewiele lepsze marki. I to też na początku kupiłem w Lidlu, ale nie przetrwało długo. Biorąc pod uwagę jak intensywnie z niego korzystam, postanowiłem kupić coś z wyższej niż zwykle półki.
I całkiem dobrze się to narzędzie sprawdzało od kilku lat, aż jedno zadanie go przerosło. Szwedzkim zwyczajem, większość podłóg była pokryta grubą wykładziną PCV przyklejoną na całej powierzchni. Zerwać siłą się nie da, nawet jeśli komuś starczy siły, bo klej jest mocniejszy od materiału i wykładzina się rwie. Próbowałem podważać szpachlą, nożem - da się, ale po godzinie odskubałem może kilkadziesiąt cm kwadratowych. Podgrzewanie kleju nie pomogło. Szlifierka wielofunkcyjną - z 10x szybciej, czyli nadal wolno. Wypożyczyliśmy specjalne narzędzie. Zasada działania ta sama, czyli wibrujący skrobak. Ale: większe ostrze, większa masa, kółka. Działało o wiele szybciej (i czyściej).
Dremel
Niespecjalnie kojarzy się z działalnością rozbiórkową, a jednak czasem się przydaje. Trafił mi się raz urwany wkręt. Miałem pod ręką szlifierkę wielofunkcyjną z brzeszczotem do drewna z gwoździami. Potrzymałem chwilę - wkręt nawet się nie zarysował, za to fragment brzeszczotu stał się bezzębny. Założyłem drogi, pokryty tytanem brzeszczot do metalu. Na wszelki wypadek dotknąłem tylko jednym rogiem - posypało się kilka iskier, zęby nie starły się całkiem, ale zrobiły się nieco zaokrąglone. No dobra, tu by najlepsza była szlifierka kątowa, ale miejsce za ciasne. Na szczęście do Dremela też są tarcze do cięcia metalu, tyko znacznie mniejsze. Sypnęło iskrami na pół metra, drewno poczerniało, wkręt rozżarzył się lekko i ustąpił.
Zagłębiarka
To jest genialne narzędzie i dlatego znalazło się na zdjęciu tytułowym. Używałem parę razy do cięcia desek i płyt, za każdym razem nie mogłem się nadziwić, że totalny amator jak ja może wykonać idealnie równe cięcie z milimetrową dokładnością. A przy tym bezpiecznie, bo trzeba by się naprawdę postarać, by włożyć palec w ostrze. Na pewno przyda się na etapie urządzania, ale jakie ma zastosowanie przy demontażu? W jednym z pokojów trzeba było wymienić płyty podłogowe. A więc: ustawiam głębokość cięcia na grubość płyty, żeby nie przeciąć legarów, zaczynam w dowolnym miejscu i jazda. W innym z kolei była podwójna warstwa wykładziny. Nie dało się jej pociąć nożem (w każdym razie w rozsądnym czasie), a więc znowu: głębokość 5 mm i na plasterki.




Komentarze
Prześlij komentarz