Zaćmienie 2026 - i kawałek Kastylii przy okazji

 Poprzednie całkowite zaćmienie Słońca oglądałem w 1999 roku nad Balatonem. Nie potrafię teraz znaleźć zdjęć, zresztą nie były zbyt dobre - brakowało i sprzętu, i umiejętności. A potem, aż do teraz, nie było całkowitego zaćmienia widocznego w Europie (przypis drobnym drukiem: nie licząc Kaukazu). Było kilka częściowych - oglądałem, ale różnica między zaćmieniem całkowitym a 95% jest większa, niż sugerują liczby. Tyle że całkowite musiałbym oglądać z miejsc, które są drogie, niebezpieczne albo jedno i drugie, a aż tak zawzięty nie jestem.

Co innego teraz. Do wyboru dwa bezpieczne i pobliskie kraje: Islandia i Hiszpania. Islandia kusiła znośniejszą temperaturą i tym, że Słońce będzie wyżej na niebie, ale wadą było wysokie prawdopodobieństwo chmur. W Hiszpanii zaćmienie wypada w okolicy zachodu Słońca, a więc grubsza warstwa atmosfery, no i trzeba znaleźć miejsce z dobrym widokiem na zachód. Hiszpania jest górzysta, więc problem sprowadza się do: wejść na jakąś górę, upewnić się, że Słońce nie schowa się za jeszcze wyższą górą. Do zrobienia, tylko warto znaleźć się w pasie zaćmienia co najmniej dzień przed, a wcześniej znaleźć potencjalne miejscówki np. na Google Maps.

Lot ze Sztokholmu do Barcelony, kupiony odpowiednio wcześniej, nie był drogi. Podobnie jak wypożyczenie samochodu - nie ryzykowałem zbiorkomu, zależało mi na dostępie do wzgórz w środku niczego. Trudniej było z hotelem. Zbyt długo zwlekałem z rezerwacją, ceny zaczęły rosnąć. Ostatecznie wybrałem Calatañazor w prowincji Soria, we wspólnocie autonomicznej Castilla y León. Chyba akurat ktoś odwołał rezerwację, a hotel nie zorientował się, że inne w pasie zaćmienia żądają trzykrotnych cen. Nie mogłem trafić lepiej.

Nie tylko byłem w najlepszym miejscu do oglądania zaćmienia. W dodatku to jest region, w którym na każdym kroku czuje się historię. W co drugiej wsi jest romański kościół albo zamek, co kawałek wykopaliska z czasów rzymskich, a Internet ma prędkość z ubiegłego wieku. W niektórych miejscach mimo wszystko są tłumy, więc nie chcę nawet sprawdzać jak to wygląda w bardziej popularnych rejonach.

Testowanie, nie na produkcji

Jedno potencjalne miejsce znalazłem na facebookowej grupie o zaćmieniu. Iglesia de San Pedro Apostol obok Almazan. Romański kościół na wzgórzu z dobrym widokiem na zachód. Tak bardzo w środku niczego, że telefon chwilami tracił zasięg. Sprawdziłem w przeddzień i byłem jedynym człowiekiem w promieniu kilku kilometrów.

Drugie, które sprawdziłem, to zamek w Calatañazor. Poszedłem pieszo, bo chciałem się upewnić, że w razie zamknięcia dróg albo ogromnych korków nadal będę mógł zobaczyć zaćmienie. Okazało się nieco męczące (10 km po górach w temperaturze nieco za wysokiej). Za to ciekawe. W jedną stronę szedłem szlakiem wyznaczonym starożytną drogą rzymską, co jakiś czas mijałem tablice informacyjne i wykopaliska. Wracałem współczesną drogą hiszpańską, bo jednak równiejsza i po zmroku łatwiej. Zamek plus fragment średniowiecznego miasteczka przyprawiał o opad szczęki. Widok z zamku w stronę zachodzącego Słońca rzeczywiście był. Tyle że tłumy, nawet dzień wcześniej, więc to miejsce odrzuciłem. Za to po drodze przekonałem się, że dobry widok na zachodni horyzont mam spod samego hotelu. Co prawda bez średniowiecznych budowli w kadrze.




Przy okazji wypróbowałem mój niezwykle profesjonalny adapter do montażu folii słonecznej na obiektywie. Nie wygląda to może najlepiej, ale karton plus taśma to zupełnie typowy sposób. Nie musi być mocne, nikt z tym nie będzie biegać - za to musi być łatwe do zdjęcia w fazie całkowitej, żeby nie tracić cennych sekund na odkręcanie filtra.


 Zaćmienie jest tuż przed zachodem Słońca, co okazało się trochę kłopotliwe. Filtr, obliczony na doprowadzenie południowego Słońca do bezpiecznego poziomu, okazał się zbyt silny na końcową fazę zaćmienia. Zdjęcia bez filtra to z kolei ryzyko uszkodzenia matrycy w aparacie. Na szczęście wziąłem też zwykłe filtry ND (tyle że niewłaściwy adapter do mocowania, jestem geniuszem) i mój stary aparat, z którym mogę robić bardziej ryzykowne rzeczy. Więc plan jest taki: do starego body zakładam obiektyw 12-100 i będę ręcznie trzymać filtr ND, do nowego obiektyw 75-300 z folią słoneczną w kartonie. Jeden i drugi filtr mogę usunąć w sekundę i mam duży zakres ogniskowych do użytku.

Zaćmienie

Zdecydowałem pojechać do Piotra Apostoła. Na miejscu okazało się, że wszystkie miejsca parkingowe pod kościołem są zajęte (ale nie miałem daleko, może z 500m) i całe wzgórze jest obsadzone teleskopami, parasolami i ludźmi w okularach zaćmieniowych.

W sumie wyszło na dobre. Nie było aż tak tłoczno, żebym nie mógł znaleźć miejsca - zwłaszcza, że nie miałem ciężkiego sprzętu. Za to reakcje ludzi tylko poprawiły doświadczenie.

Znalazłem sobie miejsce w cieniu za jednym z kamiennych budynków, przygotowałem aparaty i od czasu do czasu wychodziłem z cienia, żeby spojrzeć przez okulary albo zrobić zdjęcie. Już po kilku minutach Słońce było lekko nadgryzione. Na początku postęp był wolny, więc wiele osób robiło podobnie (choć co bardziej zawzięci siedzieli w pełnym słońcu, a co bardziej przewidujący przynieśli parasole albo namioty plażowe).

Kilkanaście minut przed fazą całkowitą zrobiło się wyraźnie chłodniej. Słońce było niżej, no i zostało go tylko kilkanaście procent. Zebrałem sprzęt i przeniosłem się w miejsce, z którego chciałem zrobić zdjęcie Słońca z kościołem w kadrze. Nie trafiłem (to znaczy dało się, ale na bardzo szerokim kącie). Następnym razem użyję aplikacji do planowania kadru. Ostatnia minuta - to było coś! Zapewne już wcześniej robiło się ciemniej, ale oczy przystosowywały się, teraz błyskawicznie zaczął zapadać zmrok. Ze wszystkich stron słyszałem westchnienia i okrzyki zachwytu, wystartowały drony, ludzie łapali aparaty i telefony. Ostatnie sekundy - ptaki ucichły, za to odezwały się nocne owady, widać było przesuwający się po Ziemi cień. Na chwilę pojawiły się perły Baily'ego, czyli ostatnie światło wokół księżycowych gór, a potem zapłonęła korona słoneczna wokół czarnej kuli. Tego się nie da opisać, a przynajmniej ja nie potrafię. Żadne zdjęcie ani film tego nie oddaje.



Faza całkowita niestety była krótka - ok. minuty i 40 s, które musiałem podzielić między robienie zdjęć Słońca, robienie zdjęć otoczenia oraz nierobienie zdjęć i zachwycanie się zjawiskiem. Za mało na wszystko. Może warto jakoś zautomatyzować fotografowanie? Bo zachwycania się nie mogę zautomatyzować, a szkoda rezygnować  i z jednego, i z drugiego. Następne zaćmienie za rok, jest trochę czasu na przygotowanie.

A potem znowu leniwa godzina aż do zachodu. Słońce było coraz niżej i choć go przybywało, robiło się ciemniejsze. Pod koniec można było patrzeć i robić zdjęcia bez filtra.


Zwiedzanie

Zaćmienie było 12 sierpnia wieczorem. Przyleciałem 10 i cały dzień zszedł na podróż, 14 od rana do nocy powrót. To oznaczało 3 dni na zwiedzanie okolic - włącznie z prawie całym 12. A było co oglądać w okolicy. Zamki, średniowieczne kościoły i wykopaliska są tutaj czymś absolutnie zwyczajnym, w każdym miasteczku jest coś, co gdzie indziej byłoby atrakcją turystyczną na skalę kraju.

Pewien problem sprawia klimat. Dobre warunki do oglądania z zewnątrz są do południa, a potem wieczorem. Po południu jest za gorąco, idealnie by było w tym czasie zwiedzić muzeum, tyle że o tej porze są zamknięte, bo pracownicy robią sobie sjestę. Albo fiestę? Trudno odróżnić, wygląda na to że w obu wypadkach niezbędne jest wino.

Borobia

Borobia słynie z obserwatorium astronomicznego, zajmującego się zarówno profesjonalnymi obserwacjami, jak i popularyzacją nauki. Oczywiście w tygodniu zaćmienia głównie tym drugim. W programie były dzienne obserwacje Słońca, nocne obserwacje Perseidów i innych obiektów, prelekcje, pokaz instrumentów i inne rzeczy - tyle że wszystkie miejsca już dawno zarezerwowane. Obejrzałem z zewnątrz. Poza tym w Borobii jest też średniowieczny kościół, a okolica wygląda jak z westernu. Widać wyraźne różnice z wysokością, doliny i płaskie (relatywnie) tereny są pokryte lasami i polami, ale wzgórza wyglądają jak pustynia.




Osma

A właściwie El Burgo de Osma-Ciudad de Osma (zdaje się, że hiszpańskie nazwy miast są jak hiszpańskie nazwiska). Malutkie miasteczko (ok. 5 tysięcy mieszkańców) z olbrzymią gotycką katedrą, kiedyś również z uniwersytetem (Pontificia y Real Universidad de Santa Catalina), obecnie przerobionym na hotel.



Soria

Największe miasto w rejonie, więc byłem chyba codziennie - bo oprócz zwiedzania, to tutaj robi się zakupy, no i tędy się przejeżdża prawie wszędzie. W mieście jest m.in. muzeum archeologiczne Numantino.



A pod miastem, Ermita de San Saturio. Średniowieczna pustelnia nad rzeką. Nie zwiedzałem w środku, bo trafiłem na popołudniową przerwę.



Tiermes

Wykopaliska - starożytne rzymskie miasto. Częściowo wykute w skale, nazywane hiszpańską Petrą, ale mocno na wyrost.

 


San Esteban de Gormaz

Na wzgórzu nad miastem są ruiny zamku z X wieku, czyli z czasów Kalifatu.




Komentarze